Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/84

Ta strona została uwierzytelniona.

— Na zakończenie Bernard dodałby — podpowiedziała — że trzeba słuchać Oskara Wilde’a: najlepszym sposobem pozbycia się pokus jest uleganie im.
— Tak — zgodził się Dziewanowski — tylko on przypisałby to zdanie komuś innemu. Czy ja wiem?... Tołstojowi, albo Savonaroli...
Zaśmieli się oboje.
Po przedstawieniu odprowadził Wandę i wracając do domu przypomniał sobie, że w Adrji może spotkać Annę. Miał przy sobie zaledwie kilka złotych, lecz to powinno wystarczyć. Nie zastanawiał się dłużej i wszedł.
Zdaleka już zauważył stolik, przy którym siedziała. Była sama, bokser tańczył z Żermeną. Może cofnąłby się znowu, lecz Anna dostrzegła go i skinęła mu głową.
Przesunął się między stolikami i pocałował wyciągniętą rękę:
— Przechodziłem mimo i jakoś... — usprawiedliwił się.
— Ależ to doskonale. Bardzo się cieszę — wskazała mu krzesło.
— Cieszy się pani?
— Dlaczegóżby nie?! — roześmiała się. — Przybywa jeszcze jeden danser. Czyż to nie wystarczający powód do zadowolenia?
— Ja nie tańczę.
— Nie lubi pan?
— Nie umiem.
— To szkoda — westchnęła.
— Radość była zatem przedwczesna — powiedział żartobliwie, lecz zrobiło mu się smutno.
— Bynajmniej — zaprotestowała — i tak się cieszę. Dawno pana nie widziałam. To jest, widziałam pana przed kilku dniami na ulicy. Stał pan przed oknem sklepu jubilerskiego i był tak zajęty, że nie zauważył mnie.

82