Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/96

Ta strona została uwierzytelniona.

kładu społeczeństw. Powiedz pan, co może łączyć rodzinę Szermanów z rodziną Szczedroniów?... Nic! Absolutnie nic. Dawniej każde małżeństwo było jakby nową klamrą, uszczelniającą więź społeczną. Rodzina łączyła się z rodziną, powstawała sieć mocna i coraz mocniejsza. Dziś jesteśmy świadkami wręcz odmiennego procesu. Małżeństwo to wyłuskanie się dwojga ludzi ze swych środowisk i ukonstytuowanie nowego, mikroskopijnego środowiska, które pływa sobie luzem.
— Ale z biegiem czasu z luźnych komórek może powstać nowy organizm — zaoponował Marjan.
— Nawet napewno powstanie, gdy rozproszkowanie dojdzie do apogeum — wzruszył ramionami Szczedroń, — ale to kwestja kilku pokoleń, może kilkunastu. I cóż nam z tego? Tymczasem rozkład trwa i przybiera na powszechności. A ja jestem klasycznym produktem tego rozkładu. Więc gdzież to rzekome moje zdrowie, panie intelektualisto?
Dziewanowski uśmiechnął się: wiedział przecie, że Szczedroń nie tylko utrzymuje stosunki ze swymi rodzicami, nie tylko bywa u nich i zaprasza ich do siebie, lecz wydatnie pomaga im finansowo i nietylko finansowo. Sam kiedyś spotkał Szczedronia, idącego ze starą kobietą w chustce i niosącego wyżymaczkę do bielizny. Ta kobieta była matką Szczedronia.
— No, pan jednak wcale nie zerwał ze środowiskiem, z rodziną — zauważył głośno.
— Ja? — oburzył się Szczedroń — zwarjował pan? Zupełnie zerwałem. Zapewniam pana. Jeżeli widuję się z nimi, a nawet afiszuję się, jest w tem tylko przekora i zawziętość, może, jeżeli pan chce, pewna doza snobizmu. Ale psychicznie jestem od nich o sto mil. Zatrzasnęły się między nami drzwi od stróżówki. Jak panu nie wstyd sądzić tak powierzchownie! Tu wchodzi w grę nawet nie sentyment, nawet nie poczucie obo-

94