Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzy serca.djvu/300

Ta strona została skorygowana.

ton odpowiedziała Kate. Teraz już miała pewność, że to on jest autorem. — Było tu zwykłe towarzystwo i Poleski czytał nowelę, której autora nie chciał zdradzić. Nowela zawierała właśnie to porównanie i nazywała się „Dzień siódmy“.
Twarz Rogera bladła coraz bardziej, głos mu lekko drżał, gdy się odezwał:
— Po cóż pan Polaski to czytał?... Czy chodziło o zabawienie towarzystwa?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
— Nie, panie Rogerze. Chciał się pochwalić, pochwalić się odkryciem nowego wielkiego talentu.
Powtórzyła:
— Nowego wielkiego talentu.
Roger siedział nieruchomo, z zamkniętymi powiekami, z jakimś stężeniem rysów twarzy, i jeszcze bardziej robił wrażenie rzeźby niż wówczas po wypadku w lesie.
— Pani nie żartuje? — wyszeptał wreszcie.
Wtedy wzięła jego rękę i zaczęła gorączkowo mówić. Nie, nie żartuje. Nowela była wspaniała. Wywarła ogromne wrażenie nie tylko na niej, ale na wszystkich. Strąkowski, Kuczymiński, Polaski, Drozd, Chochla, Jolanta, ba, nawet Tukałło, wszyscy nie szczędzili słów zachwytu. I powtarzała wszystkie zdania i cytowała opinie i opowiadała jak wszyscy doszli do wniosku, że autor będzie świetnym dramaturgiem.
— A ja, ja panie Rogerze, ja od razu odgadłam, że to pan napisał. Nie odgadłam, odczułam, poznałam, wiedziałam. I taka byłam szczęśliwa, taka szczęśliwa.
Nie panowała zupełnie nad sobą. Nie myślała o sobie.
Nie myślała o sobie, ani o tym co mówi, ani o tym, że mówi w ogóle. Owładnęło ją wzruszenie, dojmujące, całkowite, upajające wzruszenie, jakiego nigdy dotychczas nie znała i któremu teraz poddawała się tak, jak działaniu jakiegoś narkotyku.
Widziała przed sobą tylko jego oczy, mieniące się cała gamą uczuć i tak głębokie i coraz głębsze, że niepodobna w nich było dojrzeć dna. niepodobna było poznać je do końca. A jednak zanurzając się w nich spojrzeniem nie odczuwała najmniejszego strachu, wiedziała, że nie spotkają jej tam żadne niebezpieczeń-