Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzy serca.djvu/325

Ta strona została skorygowana.

od razu dlaczego: sińce na twarzy stały się tak wyraźne, że Kate nie chciała się nikomu pokazywać. Okna w sypialni były do połowy zasłonięte.
— Boli mnie głowa — wyjaśniła Kate.
— Czy to też skutek wczorajszych zdarzeń? — zapytała pani Jolanta.
— O jakich zdarzeniach pani mówi?
— No, o tym wypadku z firanką. Biedactwo, jest pani strasznie pokiereszowana.
Usiadła na brzegu łóżka i dodała:
— Ciekawa jestem jak sprawy będę rozwijały się dalej. Należy przypuszczać, że pójdą konsekwentnie. Za tydzień będzie pani miała złamaną rękę, później przyjdzie kolej na zgruchotanie żeber, na rozłupanie czaszki. Czy ja wiem na co dalej...
Kate przymknęła oczy pod wrażeniem tych słów, lecz zaraz uśmiechnęła się:
— Czy przypuszcza pani, że wciąż będę spadała z krzeseł?
— Nie, Kate, przypuszczam, że swoją biernością doprowadzi pani do tego, że krzesła będą na panią spadały. Takie rzeczy idą crescendo. Wiem, że sprawiam pani przykrość, wtrącając się do pani spraw domowych, które chciałaby pani ukryć przed oczyma obcych. Ale ja, niezależnie od tego, czy pani mnie uważa za obcą, czy nie, czuję się bliską pani. Widzę i nie mogę milczeć. Moim zdaniem popełnia pani szalony błąd, pozwalając rozwydrzeniu Goga zajść aż tak daleko. To zwierzę ośmieliło się uderzyć panią! Uderzyć!... Czy długo pani będzie to znosiła?... Czy pozwoli mu pani rozzuchwalić się do tego stopnia, że będzie wchodził do pani łóżka i pięściami wymuszał na pani pieszczoty?... Mam dużo doświadczenia i proszę mi wierzyć, Kate, że takie rzeczy idą crescendo. Jak sutener prostytutkę bije panią już dziś. Gdzież gwarancja, że gdy zabraknie mu pieniędzy, nie będzie wypędzał panią na ich zdobywanie?!...
— Dość, dość, niech pani przestanie — szepnęła Kate.
Lecz Jolanta trzęsła się z oburzenia i podniecona własnymi słowami mówiła z coraz większym naciskiem:
— Jeżeli pięściami zdobywa sobie pani ciało dla siebie, na pewno nie zawaha się w tenże sposób zdobywać je dla innych.