Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzy serca.djvu/97

Ta strona została skorygowana.

— To nieprzyjemna historia — odezwała się Kate. — Szkoda, że poruszał pan tę sprawę.
— A ja tu czuję jakiś nowy kawał Sewera — powiedział Irwing. — Jestem przekonany, że Adam tej książki nie znajdzie w jego pokoju.
Kate spojrzała na Tukałłę pytająco, on zaś poważnie kiwnął głową:
— Na pewno nie znajdzie, bo jej tam nie ma.
— Więc po co go pan posłał na górę? — zdziwił się Gogo.
— Zdradzał pewne podniecenie. Przechadzka po schodach uspokoi go. Trudno jest dyskutować z kimś rozdrażnionym.
W tej chwili ze schodów zbiegł Polaski. Ze śmiechem wyciągnął przed Kate książkę założoną nożem do papieru. Były to jego „Ugory“.
— Ty łotrze! — zwrócił się do Tukałły.— Przeszukałem cały twój pokój i nie ma tam żadnej książki prócz mojej. Ale zdemaskowałeś się. Czytasz mnie i wiesz doskonale, że nigdy w życiu nie popełniłbym plagiatu.
Trochę mu było przykro, gdy Sewer wobec Kate, choćby żartami wyrażał się z lekceważeniem o jego twórczości, a gdy zarzucił mu plagiat, czuł się wprost skompromitowany.
— A wiesz — powiedział — że przez kilka minut naprawdę byłem w strachu. Nie o to, że znajdę w Liboriusie dosłownie moje zdanie, bo sumienie miałem czyste, ale bałem się, że może tam być ta sama myśl podobnie wyrażona.
— Niepotrzebnie się obawiałeś.
— Dlaczego? Podobne rzeczy się zdarzają. Coś z dawnej lektury zapada nam w pamięć, zapominamy o źródle i z biegiem czasu uważamy to za własną, oryginalną myśl. Ale jeszcze raz cię zapewniam, że łaciny nie znam, że Liboriusa czytać nie mogłem — zakończył z ożywieniem.
— Wierzę ci, przyjacielu Adamie. Wierzę zaś tym łatwiej, że gdybyś nawet znał łacinę również nie mógłbyś czytać Emmanuela Liboriusa z tej nieskomplikowanej przyczyny, że taki w ogóle nigdy nie istniał!