Strona:Tajemnica zamku Rodriganda. Nr 63.djvu/21

Ta strona została skorygowana.
—   1769   —

cie się, synowie Miksteków! Wasz wódz powrócił! Podnieście tomahawki i noże, aby go uczcić!
— Uff!
Usłyszano tylko ten jeden wyraz, poczem zaległa cisza. Bawole Czoło zaczął mówić:
— Niech strażnicy powiedzą, czy jesteśmy bezpieczni?
— Nie ma tu obcego, oprócz ośmiu białych, których sprowadził jeden z Miksteków! — zawołano zdala.
— To ja byłem owym Miksteka, Ilu jest was mężów?
— Przeszło jedenaścieset.
— Niech moi bracia słuchają, co im powiem! — zawołał wódz. — Jutro dowiecie się, gdzie tyle czasu przebywał Bawole Czoło. Teraz powiem tylko, że Juarez, Zapoteka wyruszył, aby wypędzić z kraju Franków. Bawole Czoło pośpieszy doń z wojownikami, pragnącymi walczyć w jego szeregach. Dziś wszakże pojedziemy do hacjendy del Erina, aby pokonać przebywających tam ludzi Corteja. Jego czereda składa się z najgorszych mętów białych twarzy, dla których Miksteka nie ma litości. Kto z pośród nich nie ucieknie, musi umrzeć. Moi bracia niech się podzielą na dziesiątki dziesiątek i jada za mną. Tam, gdzie się w pobliżu hacjendy zatrzymam, zostaną konie oraz pięćkroć po dzięsieciu mężów. Niech wyznaczy ich wódz Rżący Rumak. Pozostali cichaczem obejdą hacjendę, dopóki nie utworzą koła, a skoro padnie pierwszy strzał, wpadną na wroga. Zwycięstwo jest pewne, gdyż przyprowadziłem Wład-