Strona:Taras Szewczenko - Poezje (1936) (wybór).djvu/97

Ta strona została przepisana.

Posłać dumy, — niech wołają:

„Powiedz, powiedz, Panie,
160 

Czy długo trwać jeszcze będzie
Katów panowanie?”
Lećże, moja dumo, moja sroga męko,
I zabierz ze sobą wszystkie biedy, zła,

Towarzystwo swoje! To rodzina twa.
165 

Kochałaś je kiedyś, na ich ciężkich rękach
Wyrosłaś, więc teraz zabierz je i leć,
Jak orlę po niebie rozpuść czarną sieć!
Niechaj się czerni i czerwieni,

Płomieniami mieni,
170 

Niechaj znów żmijami zieje,
Trupem ziemię kry je.
A bez ciebie ja byle gdzie
Schronisko zdobędę

Dla swojego serca. Raju
175 

Wszędzie szukać będę.

I znów ponad ziemskie rubieże
Lecę i ziemię żegnam szczerze.

Ciężko matkę pozostawiać
180 

Samą w chacie pustej,
Ale jeszcze gorzej patrzeć,
Jak żyje w ubóstwie...
Lecę, lecę wśród zawiei;
Widnokrąg w śniegach hen bieleje;

Gdzie spojrzę — bagno albo gaj;
185 

Mglista pustynia to, nie kraj...
Nie widzę ludzi, niema śladu
Ludzkiej strasznej nogi...

Bądźcie zdrowi! Żegnajcie mi,

Wrogi i nie wrogi!
190 

Już ja do was nie przyjadę!
Pijcie i ucztujcie, —