Strona:Trybuna (1906) nr 3.djvu/29

Ta strona została skorygowana.


Dzieje panowania Mikołaja I-go, Aleksandra II-go, Aleksandra III-go i Mikołaja lI-go dały odpowiedź, że więzy i knuty były przeznaczone i dla narodu rosyjskiego i dla tych narodów, do ujarzmienia których on dopomógł.
Nagromadzone cierpienia przebrały wreszcie swoja miarę. Uczucie niezadowolenia i pragnienie zmiany losu, podsycane przez coraz silniejszą i sprężystszą propagandę rewolucyjną, poruszyły masy ludowe, a zwycięstwa małych Japończyków zniweczyły urok wszechpotęgi caratu i zainicyowały burzliwe kołysanie się fal morza ludowego. Czy to anarchia, czy też to rewolucya? zapytujemy wraz z Ularem, autorem książki wymienionej na czele. Czy jest to odruch żywiołowy, powodowany jedynie chęcią burzenia i grabieży bez przewodnich ideałów, bez wyraźnie określonego celu? Niewątpliwie wśród ludności robotniczej większych miast i osad fabrycznych, wśród inteligencyi zawodowej, wśród pewnej części ziemiaństwa istnieje w mniejszym lub większym stopniu świadome rewolucyjne dążenie. Są to jednak wobec olbrzymiego morza chłopskiego drobne siły, mało przytem z sobą skoordynowane w działaniu. »Ażeby nie skonała rewolucya miast — pisze Ular — musi wybuchnąć rewolucya chłopska«.
Dawniej o rewolucyi chłopskiej niepodobna było myśleć. Tak wielką była bierność i uległość niewolnicza włościan. Dzisiaj — jak pomiędzy innemi i Ular twierdzi — wiele się zmieniło w tym względzie. Trzeba przyznać, że stronnictwo socyalno-rewolucyjne dokonało ważnej wychowawczej pracy wśród włościan: zniweczyło przesadną wiarę w cara, osłabiło lękliwą uległość wobec urzędników, rozbudziło poczucie własnej godności i własnej siły. Jeszcze niedawno wolno było wszystko krytykować i potępiać, lecz było rzeczą niebezpieczną mówić źle o carze. A obecnie się zdarza, że sami chłopi to czynią. Kiedy w gubernii twerskiej — opowiada Ular — znany socyolog, Dr. Roberti, skończył swą przemowę, którą miał wobec tysiąca włościan i w której wykazywał wszystkie wady politycznego ustroju państwa rosyjskiego — wystąpił z tłumu stary włościanin i rzekł: »Śliczna była twoja mowa, lecz nie powiedziałeś wszystkiego otwarcie; wzywam więc braci moich włościan, ażeby wraz ze mną, wykrzyknęli: precz z carem!« I całe zgromadzenie śmiało z zapałem powtórzyło: precz z carem!
Agitacya socyalno-rewolucyjna poruszyła w uśpionej duszy włościan mgliste wspomnienia o czasach gminnej równości i swobód republikańskich. Zabytkiem dawnych tych czasów pozostała gmina, mir, która przez długie wieki wystarczała ciasnemu widnokręgowi umysłów włościańskich. Lecz samowładza carsko-biurokratyczna wypaczała ją i przeobrażała w instytucyę finansowo-policyjną. Ostatecznie ją ujarzmił Ale-