Strona:Tryumf.djvu/143

Ta strona została uwierzytelniona.

Trzy tygodnie myślałam, że trzaski ze mnie polecą! A propos — znałaś ty kapitana „Junony“, Holendra, van den Berga?
— Taki blondyn?
— Z piwnemi oczami.
— Czerwona plamka nad lewem okiem?
— To to to!
— I czarne znamię na kostce, bardzo oryginalne?
— Tak.
— Pysznie!
— To był chłop! Co? Ale kiedyżeś go spotkała?
— Jakie — czekaj — byłam trzy lata za Antonim, był Karol, zerwałam z Józefem Tęgopolskim — jedenaście lat temu.
— No to rok po mnie — akurat.
— Zawsze mnie uprzedzasz.
— No nie — Tęgopolskiego wzięłam w sukcesyi.
— Szkoda, że się trzeba starzeć...
— Dobrze przynajmniej że nietylko my. I pawiom na jesień ogony wylatują...
— I powiadasz, że ten korepetytor? Ale jakaś ty pełna zaufania! Ja zawsze naprzód posyłam moją Franię.
— Zna się?
— Jak ogrodnik na szparagach!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .