Strona:Tryumf.djvu/178

Ta strona została uwierzytelniona.

— Ależ niewątpliwie, panie hrabio, niewątpliwie!
— Proszę mi wierzyć, jakkolwiek chłopi dowodzą nadaniami królewskiemi i dokumentami swojej własności, proszę mi wierzyć, panie komisarzu, że to jest moje szczere przekonanie —
— Ależ, panie hrabio, tak jak zrobione!
— A pan co myśli?
— Ależ, panie hrabio, gdzież jabym sobie mógł pozwolić na inne zdanie, jak pana hrabiego? Byłoby to przecież ubliżeniem!
— Może cygaro? Pan, zdaje mi się, jest dosyć długo już komisarzem?
— Ha trudno, trzeba za koleją — —
— No tak, tak Będę się niedługo widział z pańskim przełożonym —
— Zbytek łaski, panie hrabio, zbytek łaski!
— Więc dowidzenia panu
— Ścielę się do stóp pana hrabiego!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— No cóż, co? Jedziemy już?
— Awansik pewny! Psiakość!
— Przysądzimy?
— A cóżeś ty myślał?! Jak taki pan czego chce!
— No ale to jest prosta kradzież to przesunięcie granicy leśnej.
— Pst! Halt’s Maul! Stul pysk! Chcesz, żeby cię wylali na bruk z urzędu?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .