Strona:Tryumf.djvu/185

Ta strona została uwierzytelniona.

— Zdaje ci się! Zresztą — phy!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— Ekscellencya raczy darować, że ośmielam się —
— Proszę zabrać papiery, panie hrabio. Przejrzałem. Nierozumiem, po co pan właściwie udawał się z tem aż do mnie? Załatwią to panu we Lwowie we właściwym urzędzie —
— Chciałem, ekscellencyo, od razu do wielkiego ołtarza, myślałem —
— Do wielkich ołtarzy idzie się po stopniach, panie hrabio. Do widzenia! Zobaczymy się może na jeleniach w Karpatach?
— Ah, byłoby to dla mnie prawdziwym zaszczytem i szczęściem, gdyby książę raczył —
— Dziękuję, panie hrabio, dziękuję. Ma pan ładny stan?
— Pięć byków będzie pewnych. Parole d’honneur.
— No to jak przyjadę do Nadwórnej z arcyksięciem Leopoldem i Ernestem Koburgiem, to sobie pozwolę wstąpić do pana. Bądź pan zdrów, panie hrabio! Do widzenia na jeleniach!
— Moje najgłębsze uszanowanie, ekscellencyo! Proszę raczyć nie zapomnieć o moich nizkich progach! Będzie to dla mnie prawdziwy honor, mości książę!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— Muszę wcześniej wracać do domu.