Strona:Tymoteusz Karpowicz - Odwrócone światło.djvu/82

Ta strona została przepisana.

w krew jego ale przecież żyje tak jasno przebiciem
i chłoszcząc
swym ciałem nas odlatujących w sarnie głód odwraca
jakby w gwieździe
promień próby najwyższej a gdy święci zacinają gołębie
do białej
pogoni ono je łapie na miecz wbija drugą rękę kładzie
na ostrzu potem bez pośpiechu na nim klęka i za nas
maleje