Strona:U Chińczyków.djvu/26

Ta strona została uwierzytelniona.

Otoczeni tłumem ciekawych, doszli wreszcie do mieszkania pana Browna.
— Co się wam przytrafiło? — zawołał zdziwiony Brown. — Na Boga! Jesteście zupełnie przemoczeni!
— Hi-fung wpadł do rzeki! — odparł William.
— A szlachetny pan uratował mię od śmierci — dodał Chińczyk, patrząc z wdzięcznością na Williama.
— Udaj się do swej izby! — rzekł pan Brown. — Połóż się do łóżka i okryj się kołdrą. — Każę ci przysłać gorącej herbaty. Wam zaś — zwrócił się do Williama — radziłbym to samo uczynić.
Lecz William nie chciał się zgodzić na propozycję przyjaciela.
— Nic mi się nie stanie! — odparł wesoło. — Letnia kąpiel nie jest wcale szkodliwa. Zmienię bieliznę, włożę inny garnitur i skorzystam z grzeczności pani Brown, która mię poczęstuje filiżanką gorącej aromatycznej herbaty.
— Pośpieszę ją o wszystkiem zawiadomić — rzekł pan Brown. — Czekamy więc na pana.
Po półgodzinie William już siedział w jadalnym pokoju państwa Brown i ze smakiem popijał herbatę; Hi-fung zaś, rozgrzawszy się gorącym napojem, usnął twardo i wstał nazajutrz jak najzdrowszy.

VI.

W tydzień po wyżej opisanym wypadku, pan Brown i William siedzieli w kancelarji, zajęci pracą.
Brown odczytywał otrzymane listy z prowincji. Nagle zerwał się z krzesła i krzyknął.
— Co się stało? — spytał zdumiony William.