Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/224

Ta strona została przepisana.


ZE WSPOMNIEŃ AKTORA.

Jan Galasiewicz.jpg


Zaangażowawszy się do Teatru krakowskiego, odwiedzałem często rodzinną wioskę, odległą o mil trzy.
Gdym przybył do chaty mojego ojca, wnet krewni, sąsiedzi zjawiali się jeden po drugim, niby to niechcący, lub z urojonym jakimś interesem, a to dlatego, ażeby zblizka zobaczyć ciaracha, który przez długi czas gdzieś w świecie się curał[1] i znów ni stąd ni z owąd we wsi się zjawił.
Z początku nieufni i podejrzliwi trzymali się zdala, a choć się z czasem oswoili ze mną i chętnie gawędzili o różnych rzeczach, jednak ta jakaś dziwna podejrzliwość co do mej osoby nie ustawała; w każdem ich słowie, geście, spojrzeniu tkwiła jakaś tajemnicza, ale zarazem wstydliwa ciekawość. Pojąć nie mogłem, o co im chodzi, aż pewnego razu jeden z nich, czerwieniąc się jak burak, zadaje mi następne pytanie:
— Powiedzcie wy mi, panie Jonie... cem wy to jezdeście w onym Krakowie?
— Jakto, czem jestem?
— No dyć!... bo to my wiemy, że w miastach są kupcy, kamienicniki, prefesory, sędzie... rózne rzemieślniki i fabrykanty... jest wojsko i urzędniki... kuzdy jest cemsik!... a wy cem jezdeście?...
— Ja?... ja jestem aktorem.
— Achtór?... a cóż to to?
— Hm... co? Mam kondycję w tak zwanym teatrze.
— Tryjater?... a cóż to niby jest?
— Oh... to już trudno!... ja wam tego słowami nie wytłómaczę... jest to takie zajęcie, które trzeba widzieć, żeby je zrozumieć.
Wtedy mój interlokutor, rumieniąc się jeszcze bardziej, bąka nieśmiało:
— Darujcie, ale jo kiedyś byłem na Scepańskim placu... i pytołem się przekupki, co to jest tryjater?... a ona pedziała, że to komendyje.

— No tak... jedni to nazywają komedjami, drudzy teatrem, lecz to wszystko jedno.

  1. Tyrał... Mieli na myśli moją kilkoletnią włóczęgę prowincjonalną.
212