Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/231

Ta strona została przepisana.


i wtedy kochać, gdy się przedstawi okaz, który mamie się podoba, jako „dobra partja“, ale kochać tak szczerze, tak podniośle, żebym przez tę miłość ducha mego z więzów nieświadomości uwolnić mogła!...
Nie umiałabym może tego umotywować, wyjaśnić, wytłómaczyć, gdybym się nawet czegoś podobnego podjęła, możebym naraziła się na śmieszność, ale czuję to całą istnością moją, że pragnę kochać, że będę umiała godnie prawdziwą głęboką miłością za miłość odpłacić. Ale nie tego pokocham — o nie! — któryby mnie „wziąć“ raczył, nie tego, który dbałby całe życie o powiększenie mego posagu i swego majątku, nie tego, któryby dbał o komfort, popisy przed światem, o błyszczenie, zaszczyty, tytuły i wstążeczki — nie, stokroć nie! — ale tego, którem u mogłabym powiedzieć:

Chcę przez twą wiedzę mój umysł rozszerzyć,
I słowo twoje chować jak przysięgę,
Chcę z tobą marzyć, i tęsknić, i wierzyć
W ducha niezłomną potęgę.
...Chcę z tobą podzielić
Gorzki chleb trudu, i łez, i boleści,
Chcę oczy twoje w dniach smutku weselić...

Ale dość, dość!... Kiedym się tego wiersza na pamięć uczyła i używałam jego ustępów w celu przekonania brata, że i my, kobiety, mamy prawo do życia ludzkiego — roześmiał się, odezwał się z pogardą o poezji wogóle i dodał: wszak to kobieta pisała?... Odchodząc do swej ładnej rozwódki, pogwizdywał walca z „Gasparone“...
Nieraz już zastanawiałam się nad tem, dlaczego brat mój, — skończył przecież uniwersytet, — czytał wiele, musiał również wiele myśleć, dlaczego brat mój tak lekko, wesoło na świat spogląda?... Czy może on do wyjątków należy? Może inni poważniej patrzą na życie? Badałam, porównywałam i doszłam do przekonania, że takich, jak on, właśnie jest najwięcej, a ci w dodatku są najlepsi. Gdzież jest ten, któryby „swoją wiedzą umysł mój chciał rozszerzyć“, któryby wierzył w ducha niezłomną potęgę?...“ Szukałam dokoła, szukałam długo, bardzo długo — nie znalazłam...
Jeśli zaś — zaczynam na serjo roztrząsać! — tacy jak Kazio są najlepsi, jeśli pomimo to, jak przynajmniej zapewniają, świat postępuje, czego dowodem mają być telefony, fonografy, jakieś nowe armaty i t. p. strasznie mądre wynalazki, jeśli więc, słowem, wszystko w porządku, czegóż więc, z jakiej racji, w jakim celu ja, mała, drobna istota, ja kobieta, stokroć gorzej, bo „panna na wydaniu“ niepokoję się, rozpaczam i jak się okazuje, pragnę niemożliwości? Wygląda to tak, jak gdybym uważała się za najlepszą i najrozumniejszą?... Może te właśnie pragnienia są dowodem mojej niedojrzałości umysłowej? Może mama ma słuszność, kiedy mówi: „jak wyjdziesz za mąż, będziesz miała dom własny, dzieci — wszystkie wiersze z głowy ci wylecą!“

Dwóch rzeczy mama nie lubi, uważając je dla panny za zgubne: wierszy t. j. poezji, mają one bowiem człowieka wogóle, a pannę mianowicie czynić niezdolnemi do życia i filozofji t. j. wszelkiej nauki, wszelkiego rozumowania, które nie prowadzi do t. z. szczęścia, a owo szczęście dla mnie, zdaniem mamy, jest byt zapewniony, stanowisko w świecie, eleganckie mieszkanie i stroje, wyjazdy do wód za granicę, a może... może dom, majątek ziemski, willa i konieczne już wtedy powóz, konie... Prawdziwie bankierska idylla!... Uważa to mama za rzecz bardzo naturalną, która mi się niejako z racji urodzenia, po-

219