Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/296

Ta strona została przepisana.


się tak, iż sam postęp stanie się niemożliwym; jest to zapewne punkt spotkania się dwóch linji równoległych, możliwy teoretycznie w matematyce, w dziejach ludzkich idealny. W miarę tylko zbliżania się do takiego ideału, rola historji redukowałaby się do gazety urzędowej, mieszczącej rozporządzenia, wykazy statystyczne, zmiany ministrów i t. p.; czyli historja przestałaby być historją w znaczeniu właściwem, a jednak życie szłoby dalej, tylko już bez historji, tak jak szło bez historji u pierwiastków ludzkości, lubo przecież i w jednym i w drugim razie jakieś fakta byłyby do zanotowania. Jeżeliby zatem można porównać budowę społeczeńską do budowy gmachu, to miejsce historji właściwej byłoby tam, gdzie się zwozi cegły, wznosi rusztowania, gdzie ludzie przy robocie męczą się i giną a gmach idzie coraz wyżej. Stanął, i historja zamknięta, pozostaje go tylko konserwować, co jest rzeczą administracji i dyplomacji.
Tak, pomiędzy temi dwoma stanami, etnologicznym i idealnym, mieszczą się istnie historyczne okresy społeczeństw ludzkich, okresy, w których instytucje religijne i polityczne odegrywają rolę głów ną, czasy wojen i zdobyczy, powstawanie i upadek państw, wzrost i upadek dynastji, kasty, rządy arystokratyczne albo ludowe. To właśnie aż do naszych czasów najbardziej zwracało uwagę dziejopisów, czy historją traktowali jako artyści, czy jako filozofowie, albowiem obraz tych wielkich scen przejmuje nierównie więcej, niż etnologiczny porządek historji, i niż często ukryty ruch prądu ogólno-cywilizacyjnego, który czekał aż do naszych czasów, nim zaczął oczom wszystkich pokazywać swą moc nieprzepartą.
To wszakże godnem jest zaznaczenia, że dzisiaj im więcej zbliżamy się do tego porządku rzeczy, w którym historja społeczeństw ludzkich mogłaby się ograniczyć obrazem postępowego rozwoju cywilizacji i instytucji społecznych, tem więcej opinja publiczna zdaje się przywiązywać wagi do cech etnologicznych, do różnic rasy, języka, narodowości. Po chętnem poddawaniu się pod strychulec niwelacyjny, wprowadzony przez postęp ogólny, nastąpiła jakaś reakcja, dosyć nawet gwałtowna, jakaś zazdrość o cechy plemiennego indywidualizmu. Nie mówię już o społeczeństwach politycznie silnych; ale te nawet, których odrębność plemienna do niedawna żadnemu dyplomacie na myśl nie przychodziła, odgryzają się i krzyczą: Prowansale, Flamandy, drobne grupy słowiańskie, niedogryzione przez cywilizację germańską, madjarską i włoską, Litwini, Rusini, Baskowie nawet, wołają: jesteśmy! W oczach wielu też osób ten zwrot etnologiczny w historji jest bardzo poważny, a co w agitacjach tegoczesnych uważa się za rzecz najrealniejszą, to potrzeba restytucji w wielkiej rodzinie ludzkiej porządku opartego na pobratymstwie krwi lub tradycjach, głos krwi naśladujących, porządku nadwerężonego przez kaprys polityki, wypadki wojenne lub ścieśnienia religijne. Nie przesadzając znaczenia tej myśli, ani nie przypisując jej wartości bezwarunkowej, która nie należy do prawd porządku praktycznego, przyznać jednak trzeba, że odtąd ona jest prawdziwą, a czasem jeszcze prawdziwszą stać się może. Wprawdzie, jak to nadmieniliśmy przedtem, nie jest rzeczą cywilizacji postępowej wzmacniać cechy etnologiczne i odciski ich żłobić; ona, przeciwnie, zaciera je i wyruguje ostatecznie te, które bezwarunkowo nie są niewzruszonemi; ale ponieważ postęp cywilizacji prędzej jeszcze zużywa różnice biorące początek z instytucji politycznych i przypadków historycznych, musi przeto nastąpić epoka, gdy wartość cech etnologicznych wzrośnie w gruncie, lubo mówiąc bezwarunkowo, zwątleje, tak, jak mamy świeży tego przykład na Irlandczykach, którzy, zatraciwszy (w największej części) jednę z wielkich cech etnologicznych: język, wszelkiemi siłami odzyskać chcą byt