Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/297

Ta strona została przepisana.


indywidualny na podstawie etnologicznej. I zdaje się, że teraz właśnie Europa wkracza w okres tej walki odwiecznej, do rozwinięcia się której w odpowiednich rozmiarach przeszkadza sprawa innego rzędu, również świeżo powstała, a raczej wznowiona, sprawa rozterki pomiędzy pracą i kapitałem, znana pod nazwą socjalizmu.
„Mistrzynią“ życia nazwał filozof starożytny historją zapewne w znaczeniu stosunku skutków do przyczyn, co jako umiejętne katalogowanie faktów przydatnych do indukcji przy wydaniu sądu o wzroście lub upadku społeczeństw byłoby wcale nie do odrzucenia. Dość rozebrać kwestję zupełnego zniknięcia Rzymian, a przetrwania Greków, ażeby wyciągnąć z historji naukę bardzo przydatną. W tem samem też źródle znaleść możemy wytłómaczenie dlaczego Grecy, przetrwawszy, nie mogli jednak przetrwać w tej postaci, w jakiej ich pozostawiają wieki starożytne. Tutaj to właśnie daje się spostrzegać jak na dłoni owa nieprzełamana działalność prądu ogólno-cywilizacyjnego, który, niepytany, nieproszony, wkracza w dziedzinę cywilizacyj szczegółowych i łamie ich instytucje jako zużyte, które ustąpić muszą przed jego potęgą. Czy i sama społeczność ma zarazem ustąpić? Nie, a przynajmniej niekoniecznie: zależy to od siły i chwili; w każdym razie modyfikować się musi.
Takim faktem najwyższego znaczenia był dla Grecji Chrystjanizm, który pozbawił ją najwyższej charakterystyki: mitów. A przecież fakt ten, który wyszedł, nie z łona Greków, nie z ich cywilizacji, a życie ich wewnętrzne głęboko wstrząsnął, nietylko ich nie pozbawił rdzenia istotnego, ale nawet uległ pewnym do istoty ich zastosowanym modyfikacjom, wzajemnie istotę ich modyfikując: Grecy bizantyjscy, to już nie helleńscy; Grecy p. Trykupisa czy Delianisa, to już nawet nie bizantyjscy, ale zawsze Grecy. Gdyby przyszło na tem plemieniu studjować trwałość społeczną, to pomimo klęsk politycznych, tępienia ludności miejscowej i napływu obcej, widzielibyśmy naprzód, przez znakomitą przeszłość poprzedzoną, jedność uczucia narodowego we wszystkich klasach społecznych, wierność dla tradycji religijnych i gorliwe pielęgnowanie mowy ojczystej; następnie tę szczęśliwą okoliczność, że plemię pozostało u tych samych ognisk, które pierwotnie zaludniło i wypełniło szeregiem dzieł, pomników cywilizacji własnej.
Dlatego też dyplomacja dzisiejsza niejednokrotnie korzysta z nauki danej przez historją i stosuje ją do swoich celów.
Jest coś trwalszego w społecznościach, niż system polityczny: to narodowość, która, utraciwszy nawet w nim swe zabezpieczenie i pozostawiona sama w sobie, jeszcze zdolną jest się utrzymywać. Nie należy jednak przesadzać tych warunków trwałości, z których składa się narodowość, bo nic absolutnie trwałego pod słońcem, a jeżeli społeczność porównać można do organizmu żyjącego, to ten wyczerpuje się przez życie samo. Historja uczy tylko jak trwałość tę rozciągać i oddalać chwilę zagłady, którą zawsze poprzedza rozstrój systematu politycznego. Ten zaś jest jak budynek, który, lubo z dobrych materjałów wzniesiony i podtrzymywany, ulegając jednak powolnemu działaniu czynników atmosferycznych, butwieje, w jednych klimatach później, w drugich wcześniej; albo też trzęsienie ziemi zmiata go odrazu. Odkrycie nowych czynników kultury, nowe środki przemysłowe i transportowe, nowe zbiorowiska mineralne, albo naodwrót, wyczerpanie dawnych źródeł bogactwa, wpływa na przenoszenie się środkowisk ludności, na powstawanie pewnych państw, poniżenie innych, na zmianę systematu ich sił.
Tych przyczyn pomyślności lub osłabienia narodów, przyczyn oddziały-