Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/425

Ta strona została przepisana.


istniał jednak silny węzeł idealnej sympatji. Patrząc na zabawne skoki i słuchając drwin, wygłaszanych przez marjonetki, lud odczuwał instyktownie, że te ruchome karykatury, to krew z krwi, a duch z ducha jego. Był to stosunek twórcy do stworzonego przedmiotu, ojca-prostaczka, do dowcipnego syna urwisa, który, aczkolwiek mądrzejszy od wyśmiewanego rodzica, przypominał go charakterem, oraz ogólnym nastrojem i kierunkiem umysłu. Syn ten nie wyparł się nigdy swego nieokrzesanego życiodawcy i zawsze bronił spraw jego w walce z wyższemi stanami. Nie mamy tu na myśli walki bezpośredniej, w formie otwartej satyry i krytyki, chociaż i to wielką w dziejach marjonetek odegrało rolę i niemało im przysporzyło sympatji, pragniemy sięgnąć nieco głębiej, do samego jądra charakterów jasełkowych, które u wszystkich typów, począwszy od włoskiego Pulcinelli, a skończywszy na perskim Keczel-Pehlewanie i Ranginie indyjskim, jest jedno i to samo. W głębi każdego z tych charakterów tkwi, ujawniając się mniej lub więcej silnie, nienawiść do więzów, narzuconych jednostce przez społeczeństwo. Cokolwiekbądź bowiem uczeni powiedzą o naturze i pożytku społeczeństwa, faktem jest jednak, że człowiek, zwłaszcza ubogi, należąc do danej gromady socjalnej, dość drogo opłaca korzyści, jakie od niej w zamian otrzymuje.
Dzisiaj cala ta kwestja sprowadza się głównie do podległości ekonomicznej, dawniej atoli dołączało się do tego wiele jeszcze innych czynników. Krępowany tysiącem przepisów i postrachów przez kościół, ugniatany przez panów, wyzyskiwany przez zwierzchność, lud, aczkolwiek pobożny i lojalny, musiał instyktownie nienawidzieć społeczeństwa, które go traktowało gorzej, niż roboczego wołu. Że uczucie podobne wrzało zawsze w sercu tłumów, świadczą perjodyczne bunty, żakerje, wojny chłopskie i inne, tak częste na Zachodzie wybuchy, dążące do zupełnego zerwania wszelkich, nietylko państwowych i kościelnych, ale i najpierwotniejszych społecznych więzów. Ta rzesza maluczkich, nienawidząca wielkich tego świata i usposobiona wrogo względem wszystkiego, co przez nich i ich przodków ustanowionem zostało, musiała się cieszyć, widząc, jak Punch, lub Poliszynel drwił sobie z praw i instytucji społecznych, tłukł kijem przedstawicieli władzy i sprawiedliwości, a wieszał katów. Był to odwet in effigie, symboliczna żakerja, której widok uspakajał naprężone nerwy plebejusza, i, za pomocą wybuchów śmiechu, uwalniał zbolałe serce jego od nadmiaru nienawiści i goryczy. Panowie trzymali błaznów, by odpędzać przesyt i nudę, lud zaś szukał u swoich trefnisiów pociechy w strapieniu. Jeżeli go dręczyły kłopoty domowe, jeśli miał długi, lub był przykuty nierozerwalnym łańcuchem sakramentu do niedobranej i kłótliwej towarzyszki życia; gdy mnich go straszył ogniem wieczystym, a państwo łucznikami i torturą: biedny nędzarz pocieszał się, patrząc, z jakim humorem, werwą i łatwością rozwiązuje Poliszynel kwestje pieniężne, rodzinne i społeczne i jak sobie daje radę nawet z odwiecznym wrogiem rodzaju ludzkiego, szatanem. Czem jest Faust w zakresie wyższego duchowego życia, a Don Juan w dziedzinie gwałtownych uczuć i namiętności, tem był Poliszynel w sferze niższych, zwierzęco-ludzkich instynktów w kole zwykłego, powszedniego bytu wraz z jego miljonem drobnych, codziennych, głupich, ale zabijających swą masą trosk i kłopotów. Jak tamci tytani, dążąc do ideału bezwzględnej swobody myśli i serca, starali się skruszyć szranki krępujące ludzkość, tak karykaturalny ich kolega z budy jarmarcznej pragnął rozluźnić, za pomocą śmiechu i pałki sękatej, ciasny okrąg warunków nędznego mieszczańskiego żywota. Na jednym punkcie nawet humorystyczny bohater jasełek przewyższał poważnych herosów tragedji i opery, gdy ci ostatni bowiem,