Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/585

Ta strona została przepisana.


skazywać robotników na powolną śmierć głodową przez odmawianie im poza skąpą płacą wszelkiego prawa do słusznego udziału w zyskach z przedsiębiorstwa kiedy ryzyko strat ponoszą oni często w większym jeszcze stopniu, niż ich prawnabywca; rozciągać długość dnia roboczego do granic, nie pozostawiających pracownikom dostatecznego czasu na odpoczynek i odnowienie sił zużytych; powoływać do fabryki kobiety zamężne i dzieci nieletnie na miejsce pozbawionych zajęcia mężczyzn; rzucać na pastwę nędzy bez żadnej pomocy i opieki długoletnich swych pracowników w razie choroby, starości, lub stagnacji przedsiębiorstwa i t. p.
Dawne prawo cechowe przewidywało wszystkie podobne wypadki, o ile się one naówczas zdarzeć mogły, i starało się zabezpieczyć od nich los ubogich pracowników. Prawo dzisiejsze, pomimo daleko bardziej naglącej potrzeby, stawia na tej drodze dopiero pierwsze, słabe i bardzo nieśmiałe kroki, a już z wielu stron odzywają się głosy wołające „gwałtu“!
Krótkowidze dzwonią na alarm, grożąc, że „hydra socjalizmu podniesie głowę“, gdy choćby najmniejszej cząstce słusznych żądań, rozpiętej na krzyżu mąk głodowych i niewywczasu rzeszy ludu pracującego, stanie się zadość.
Trzeba uspakajać maniaków, o ile przez nich nie przemawia głuchy na wszelkie argumenty interes osobisty; trzeba im tłómaczyć, że ulżenie cierpieniom zrozpaczonych może się tylko przyczynić do ich uspokojenia. Rozumieją to dobrze ci, co pragną koniecznie wywołać wybuch. Zasadą ich jest: im stosunki gorsze, tem lepiej dla nas i dla naszych celów. I trzeba przyznać, że ze stanowiska tych ludzi, zasada to najzupełniej logiczna. Niema pomiędzy rewolucjonistami takiego, któryby przemawiał za cząstkowemi reformami. Kiedy w parlamencie niemieckim dyskutowano nad prawem przymusowego ubezpieczenia inwalidów pracy, wszyscy socyalisci demokraci głosowali przeciwko niemu wspólnie z pseudo-liberalnymi przedstawicielami, zaniepokojonego o swą kieszeń, bogatego mieszczaństwa. Rozumni zachowawcy, przeciwnie, domagali się podniesienia skali proponowanych emerytur i rzeczywiście ulepszyli i rozszerzyli słaby projekt pierwotny. Przykład to bardzo pouczający.
Za czasów Lassalle’a potrzeba było podobno „dopiero przekonywać robotników niemieckich, że są nieszczęśliwi“. Dziś w krajach, gdzie już ziemi niezajętej brak i gdzie przemysł wielki, rozpostarwszy swoje panowanie, zrujnował spokojny choć nędzny byt drobnych rzemieślników, wydziedziczeni proletarjusze są już bez żadnych przekonywań postronnych doskonale świadomi swojego nieszczęścia. Zajęcie się więc ich losem nie doda nic do tej ponurej świadomości, lecz może tylko wlać pociechę w ich serca.
Przez tych, co się obawiają, że reformy, dążące do polepszenia bytu nędzarzy „mogą nadmiernie rozbudzić apetyt zgłodniałych tłumów“, przemawia widocznie źle skrywana niechęć do należytego nakarmienia łaknących. Naturalnie, że dopóki reformy będą tylko pewnego rodzaju przekąską, dopóki, „apetyt tłumów“ się nie uspokoi. Ażeby głodnego nasycić, potrzeba mu dać posilny chociaż skromny obiad, nie nikłą „przystawkę“. Na to każdy szczery zwolennik reform musi być przygotowany. Szarlatanerja á la Bismarck nic tu z pewnością wskórać nie zdoła.

W kraju naszym, a tembardziej w Rosji, kwestja robotnicza nie przybrała jeszcze charakteru groźnego i palącego zagadnienia społecznego, jak to się dzieje w większości państw zachodnio-europejskich. Ale i u nas i w znacznej części Cesarstwa są już setki tysiący istot interesowanych w jaknajśpieszniejszem przeprowadzeniu tych reform, które stan zapalny kwestji robotniczej postawił

573