Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/604

Ta strona została przepisana.


a wreszcie niewdzięczność i zapomnienie dla pionierów postępu. Wierz mi pan, ja może nawet o tem więcej wiem, niż mówię — wynalazek pański na gruncie nieodpowiednio przygotowanym nie wyda owoców, a ci, którzy go spaczą i źle zużytkują, zamiast cię błogosławić, przeklinać cię będą!

ORECKI.

Przewidziałem z góry, że mnie pan nie zrozumiesz: nie chcę i nie mogę wdawać się w dyskusję o charakterze moich ziomków, bo zaprowadziłoby mnie to za daleko, ale sprawę mego wynalazku również sądzisz pan po amerykańsku. Powiedziałem, iż nie mam go na sprzedanie, to znaczy, że nie wezmę za niego pieniędzy, choćby mi dawano miljony, a krajowi memu nie oddam go na lichwę wdzięczności, ani sławy nieśmiertelnej. Nie, panie, ja mu go oddam darmo, bez pretensji do niczego, szczęśliwy i dumny, jeżeli go przyjąć odemnie zechce. Tak rozumiem mój obowiązek obywatelski uczciwego syna mojej ziemi. No, jak pan widzisz, są to pojęcia nie amerykańskie i prawdopodobnie dla pana nie dostępne.

CHARLSTOWN.

Kto wie? może. Opowiem panu jednak historyjkę, za której autentyczność ręczę. Spotkałem przed kilku laty w Chikago, jednego z pańskich współziomków, który był tutaj obywatelem ziemskim, szlachcicem, dziedzicem dóbr, jak wy tutaj nazywacie. Miał kilka tysięcy akrów gdzieś tam w jakiejś dziurze galicyjskiej; ale, zamiast wzorem praojców, spokojnie na nich gospodarować, party instynktem i wrodzonemi zdolnościami, obmyśliwał jakieś nowe uproszczone i udoskonalone narzędzia rolnicze: grabie, kosiarki, żniwiarki. Budował coraz nowe modele i robił eksperymenta; samouczek, musiał zaczynać od elementarnych początków, aż gdy doszedł do jakich takich rezultatów swojej pracy, majątek licho wzięło i został na bruku. Wierzyciele wysubhastowali go z dóbr, ogłaszając go, nietylko za bankruta i oszusta, ale nadto za warjata. Żona, bo zapomniałem dodać, że ten poczciwiec miał żonę, piękną, młodą i utalentowaną, porzuciła go, obrzucając błotem, jak i inni, i biedaczysko znalazł się na amerykańskim rynku sam jak palec, goły jak Job, zrozpaczony i przeklinający wszystko i wszystkich.

ORECKI.

I cóż się z nim dalej stało?

CHARLSTOWN.

Spotkał się z jednym z ajentów naszego domu; ułatwiono mu zbudowanie modelu pługa, który był najpraktyczniejszym, i dobił się powoli środków do życia. Dziś jest już podobno dosyć zamożnym, wart około 100.000 dolarów

ORECKI.

I myślisz pan, że jest przy tem szczęśliwy, że nie tęskni za swoimi?

CHARLSTOWN.

Którzy mu dali upaść? i za żoną, która go porzuciła? Ha, wreszcie nie wiem: straciłem go z oczu. Opowiedziałem panu tę historję dlatego tylko, abyś porównał czem jest umysł wynalazcy u nas w Ameryce, a jak w twoim kraju marnieje często i upada, nie przynosząc pożytku ani sobie ani drugim. Pan jesteś dziś ministrem, posiadasz stanowisko wyjątkowe, ale to także kwestja: jak długo się na niem utrzymasz? W walkach parlamentarnych zużywa się na-