Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/171

Ta strona została przepisana.

— Nie. Nie zaprzeczę.
— Pani ojciec należał również do tef bandy, nieprawdaż? Znamy doskonale rolę pani ojca. Wiemy już wszystko o was. Proszę wyznać wszystko, a wypuszczę panią na wolność. Prawdą jest, co mówię?
— Prawdą.
Sędzia śledczy był tak przejęty notowaniem własnych pytań i własnych odpowiedzi, że nie zauważył z jak zrezygnowanym głosem powtarzała Aniela jego słowa, zgadzając się na wszystko, nie wnikając wcale w treść jego pytań. Nie uszło to jednak uwagi hrabiny. Nie mogła się dłużej przyglądać tej komedii. W stała z miejsca:
— Murzę już pana pożegnać, panie sędzio. Miał pan rację. Sprawiedliwość musi zwyciężyć...
— Czego się pani hrabina tak śpieszy?
— Musze odejść. Muszę!
Podała mu dłoń, która sędzia uścisnął z wielkim szacunkiem. Z Anielą pożegnała się kiwnięciem głowy.
Hrabina wyszła z więzienia złamana. Nie umiała sobie wytłumaczyć, dlaczego żywi tyle sympatii dla pięknej dziewczyny, a tyle odrazy dla rzecznika sprawiedliwości.
Gdy tylko hrabina wyszła, sędzia zarzucił Anielę pytaniami. Nie czekał na jej odpowiedzi. Notował tak, jak uważał dla siebie za wygodne.
Pod koniec przyrzekł aresztowanej, że postara się, by proces odbył się czym prędzej. „Z takimi ptaszkami trzeba się pośpieszyć, by każdy z was otrzymał zasłużona karę“ — oświadczył sędzia i rozkazał przeprowadzić ją do oddzielnej celi.

ROZDZIAŁ VIII.

Był to okres wyjątkowo trudny dla ludzi nocy. Najzdolniejsi „pracownicy“ w padali jeden po drugim w ręce policji.