Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/270

Ta strona została przepisana.

świadków na twoją korzyść nie braknie. Każdy prawdę powie, żeś nie gorszy syn, niż twój brat. Tylko o jedno cię proszę, synu... — tu pieszczotliwie pogładził mnie po głowie i ciągnął dalej: — Daj mi rękę, że więcej nie pójdziesz tą. drogą, którą szedłeś. Czas rozpocząć nowe życie. Ożenić się i pomodlić od czasu do czasu za spokój dusz ojca i matki twojej. No, daj rękę.
Bez słowa podałem mu rękę, a on mnie po ojcowsku uścisnął. Nie bacząc na deszcz, który teraz lał i rozpędził ciekawskich koło naszego domu, staliśmy tak na rogu ulicy żegnając się czule. Odprowadził mnie też ze dwa kilometry za miasto, przez cały czas prawiąc mi bardzo rozsądne morały, w przeciwieństwie do handlarza koni. Pożegnaliśmy się jak ojciec z synem. Kazał mi, gdy załatwię wszystko, natychmiast przyjechać do niego, a dalszych wskazówek mi udzieli.

XLVI.

Droga powrotna do Łomży zeszła mi na gorzkich rozmyślaniach. Biegłem myślą w daleką przeszłość i przyszłość; i jak zawsze, przyszłość malowała się w mojej wyobraźni stokroć gorzej, niż tak tragiczna przeszłość. Robiłem ścisły rachunek sumienia, jak jeszcze nigdy dotychczas. Doszedłem do przekonania, że zło, jakie czyniłem w życiu, nie było koniecznym skutkiem mojego charakteru; sumienie wbijało mnie w dumę, że jestem z gruntu dobrym człowiekiem i że tylko inni ludzie są winni mego upadku. To ludzie, z którymi się zetknąłem w życiu, przyczynili się do tego i pchali mnie w szeregi wyrzutków społeczeństwa.
Nic dziwnego, że po takich rozmyślaniach cały mój żal i gorycz skierowałem na głowę brata. On będzie winien, tylko on, jeśli teraz wrócę do dawnego życia. Opuściwszy Mokotów, przyjechałem do niego, chcąc zostać uczciwym człowiekiem. Byłem pewny, że ucieszą go moje zamiary i dopomoże mi. A teraz co się okazało... Ostatnia deska ratunku osunęła się z pod moich nóg! Brat, aby tylko nic mi nie dać z części należnej mi po ojcu, gadał swoje: „Nie mogę ci nic dać, boś wszystko przepisał adwokatowi. Praw-