Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/373

Ta strona została przepisana.

kasztany ogrodu i ziemię, zaś z wystającej rynny poddasza nie ciekła dziś woda z szelestem, jakiego podsłuchiwał ongiś, w jesienne noce, jakby mu te dźwięki niosły opowieść z podziemnej krainy cieniów.
Woda milczała, ścięta zamrozem, zaś świat zmarłych, wabiący bajkami książek szkolnych, owładnął już teraz nim zupełnie, czyniąc zeń zmartwychwstałego nieboszczyka. Niby zapach stogu siana w ciepłą noc letnią, owiewały go wspomnienia w głębokim śnie.
Przeżył ową wspaniałą uroczystość, kiedy to w kościele św. Brygidy sam się koronował władcą państwa, nazwanego Lajlsputtą. Kucharki, dziewki dworskie, stangret i parobek od wołów siedzieli w ławkach, jako zaproszeni goście, poważni, nie ważąc się uśmiechać, on zaś zajął miejsce po lewej stronie ołtarza, pod obrazem, przedstawiającym Trzech Królów. Włożył na głowę zębatą koronę ze złoconego papieru, ujął berło, z rękojeści szczotki, wykładanej perłową masą, i odział się płaszczem z bladobrunatnego, ongiś czerwonego aksamitu, zrobionym ze starej kapy kościelnej. Na plecach widniały jeszcze ślady krzyża, wyszytego srebrnym, pokruszonym już naonczas galonem. Po koronacji rozdawał ordery i godności. Starej kucharce, która go bardzo lubiła, dał prowincję, nazwaną „Krajem Poduszek“. Królewskie jego czynności polegały zresztą na tem jeno, że na poddaszu swem, otoczony niewidzialnym haremem, wznosił rozliczne toasty, pijąc powietrze samo z cynowego kielicha, również z kościoła wziętego, oraz strzegł pilnie wieczystego ognia, poświęconego istocie najwyższej, zwanej „Kurr“! Bóstwo to siedziało ze skrzyżowanemi nogami, a bezwłosa głowa jego, nie posiadająca też uszu i twarzy, lśniła jak