Strona:Vicente Blasco Ibáñez - Bunt Martineza.djvu/28

Ta strona została uwierzytelniona.


— O, niechże pan się nie drze, jak niemowlę w pieluchach! — zauważył Sturt i wyjął ostentacyjnie swój notatnik. Pociąg zbliżał się do stacji.
Barker spuścił okno po swojej stronie i wychylił się, wołając: „Konduktor!“ Nikt nie zwrócił na to uwagi. „Gdzie jest ten przeklęty konduktor, u djabła!“ Jakaś staruszka zauważyła, że wstyd się tak wyrażać, ale Barker darł się dalej, a Sturt znowu zaczął gwizdać.
Konduktor nadbiegł pośpiesznie w chwili, gdy pociąg już ruszał.
— Wiem, o co chodzi, — rzekł zdyszany — i słusznie pan się skarży. — To przeklęte okno! Już od trzech dni niema w niem szyby. Wyleciała. Meldowałem władzy...
Konduktor wyskoczył, pociąg ruszył, a Sturt i Barker siedzieli ogłupiali, patrząc na siebie. Potem w tym samym czasie, temi samemi słowami wygłosili obaj tę samą myśl:
— A teraz widzi pan, co z pana za dureń!