Strona:Władysław Łoziński - Skarb Watażki.djvu/84

Ta strona została przepisana.
— 80 —

Złoto hospodarskie siedziało w wyobraźni wachmistrza przez dzień cały. Gdy się zbliżył wieczór, Porwisz pomyślał o tem, jakby tę ponętną marę wybić sobie z głowy i rozweselić umysł, który zafrasował się widokiem smutnej, tak niedalekiej już starości....
— Trzeba pójść pod Rycerskiego Koguta.... — zdecydował się wachmistrz.
Na placu Dominikańskim. w jednej z kamienic na lewo, znajdowała się gospoda pod Rycerskim Kogutem. Gospoda ta miała duże malowane godło, od którego też wzięła swą nazwę. Godło to przedstawiało czerwonego, niemal gorejącego koguta z żelaznemi ostrogami. Kogut stał na armacie, z której wylotu wydobywał się okropny, żółty płomień strzału, pomieszany z dymem; miał dziób. otwarty, jakby piał właśnie i patrzał na czerwoną okrągłą plamę. Plama ta udawała wchodzące słońce, i groziła białemu trójkątowi, który znowu miał oznaczać namiot obozowy. Dla tem większej wymowy całego obrazu, na który się wysiliły imaginacya i pędzel jakiegoś domorosłego artysty, wychodziła z otwar-