Strona:Władysław Łoziński - Skarb Watażki.djvu/93

Ta strona została przepisana.
— 89 —

drzemał się na zydlu przebudził się nagle i myśląc, że to do niego przemówka, zawołał zawstydzony:
— Nie śpię, nie śpię jako żywo, Mości panowie! Hejże, jeszcze jeden gąsior muszkatola!
Powitano słowa śmiechem powszechnym, gdy pan wachmistrz Porwisz zastukał szablą na znak, że się chcę odezwać. Zrobiła się cisza, a stary wachmistrz wychyliwszy szklankę, tak się ozwał:
— To, mili kamradowie. jakby śpiewki panieńskie i szlacheckie, ale ja zaśpiewam obozową, jak na uczciwego żołnierza przystało.
I taką pieśń zanucił:

Larum w obozie, wszyscy do broni,
Niechaj z was każdy piersi odsłoni,
Muszkiet do ręki, marsz! serce żwawe,
Każdy z nas kocha króla i sławę!

Niech do bitwy ordynans dają,
Niech w kotły biją i fajfry grają;
Kto na ten odgłos nie będzie tkliwy,
Ten nie jest żołnierz, ani cnotliwy!

Była to stara pieśń wojacka, którą wszyscy znali, więc też drugą zwrotkę odśpiewało całe zgromadzenie chórem.