Strona:Władysław Orkan - Z tej smutnej ziemi.djvu/19

Ta strona została uwierzytelniona.


Najgorliwszego ze swych apostołów —
Groźnego Pawła, mówiącego żywo
Ogniste słowa, które niby ołów
Padają w serca... Widzi, jako z fali
Tworzy się rzeka, wezbrana otuchą,
Kłębi się, toczy — opadając głucho
Na brzegach jezior... A w zamrocznej dali
Przez topniejące purpurowe zorze
Widnieją krzyże   . . . . . .  
. . . . . . . . . . .  
. . . . . .  I widzi sam siebie
Tam — pośród tłumu, na biednej ulicy
W głos mówiącego ludziom słowa boże
O przyjść mającem dusz wybranych niebie,
O Ducha swego wiecznej tajemnicy,
O prawach serca, nieznanych ludzkości,
O wspólnym dziale prac i o miłości...
I widzi siebie, pojmanym za wiarę,
Którą wygłasza, oddanym sądowi,
Przed którym świadczą płatni najemnicy:
Że w mowach swoich gromi bogi stare
I lud buntuje przeciwko rządowi...
I widzi siebie, biczowanym srodze
I prowadzonym wśród tłumów za miasto...
Gdy upodleni plwają Nań bluźnierce,
Jedna niewiasta, na krzyżowej drodze
Stając — łzy roni. Tej rzecze: »Niewiasto!
Krzyżem ci będzie twoje wielkie serce...»,
Na oną górę, gdzie stoi, Go wiodą —
A On wyciąga do Siebie ramiona —
Wciela się w Jedno — zawisa na krzyżu
I kiedy kropla krwi spłynęła z wodą
Na skroń niewiasty, stojącej w pobliżu,