Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/111

Ta strona została uwierzytelniona.
105
LILI

pierś podnosiła się coraz szybciej, twarz się mieniła wszystkimi tonami uniesienia, miłości, szczęścia; w końcu oczy promieniejące zaczęły mętnieć i szklić się, aż wreszcie łzy, jak brylanty, zaczęły toczyć się z pod czarnych rzęs i sypały się coraz gęściej. Pochwyciła z kanapy poduszkę, zakryła nią twarz i wybuchnęła płaczem.
— Lili! dziecko moje drogie, dlaczego płaczesz? Boisz się, mnie, nie kochasz?... przecież wiedziałaś, że dawno cię kocham, że tylko dla ciebie jestem w teatrze. Mówię ci dzisiaj o wszystkiem, bo czas już skończyć. Lili, powiedz, kochasz mnie? Kochasz mnie ty, płaczko boska, kochasz? — pytał.