Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/216

Ta strona została uwierzytelniona.
210
WŁ. ST. REYMONT

fotelu przy stole środkowym i zaczął oglądać wspaniałe albumy malarzów holenderskich.
— Przepraszam — szepnął Kuczborski, wyciągnął z pod niego fotel, pchnął go pod okno, podsuwając natomiast proste trzcinowe krzesełko; albumy zamknął i przeniósł je na drugi stół, a w miejsce ich położył przed zdumionym kilka numerów dzienników i stos fotografii obrazów współczesnych i, jakby nie widząc oburzenia Leona, usiadł przy małym stoliku pod oknem, wziął lupę i zaczął z największą uwagą przyglądać się jakiemuś sztychowi.
Leon już się nie ruszał na krześle; przypatrywał się tylko ciekawie Kuczborskiemu i pokojowi, który był zastawiony biblio-