Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/23

Ta strona została uwierzytelniona.
17
LILI

tem, nie pozwalały na energiczniejsze ruchy.
— Dyrektor zaraz przyjdzie! Pani Gałkowskiej sługa i podnóżek! Naszej kochanej, pakownej mamie Korczewskiej — całuję rączki; pięknej Lili — buziaka, a szanownemu dziedzicowi dobrodziejowi, z dubeltówki! I co gadał, wykonywał natychmiast, z bardzo poważną miną i z nieruchomą, sinawą, podobną do maski twarzą starego aktora prowincyonalnego, a potem przywarł mocno plecami do pieca i zaczął gwizdać.
— Kos dzisiaj gwiżdże już od rana, musiał zrobić dobry interes.
— Lili jest bachor, cicho! Zrobiłem interes, bo zrobiłem molom kawał. Uważcie! Zaglądam do