Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/239

Ta strona została przepisana.

Zaręba jął z żołnierską otwartością i cale niedobieranemi słowy opowiadać grzechy, o jakie powszechność oskarżała króla. Były pomiędzy nimi ciężkie, wciąż żywe w pamięci, a przy lada okolicznościach wypominane na sejmach i sejmikach. Były i przewiny, o których dziwne powieści rozchodziły się po dworach, siejąc wzburzenia i gniewem zapalając cnotliwe serca. Ale były i takie zgoła niepodobne do prawdy, a rozsiewane na ucho, pod pieczęcią tajemnicy. Zaręba, wychowany w domu nieprzyjaznym królowi, gdzie skwapliwie zbierano wszystkie bajędy, formując z nich coraz cięższe oskarżenia, był istotnie doskonałem echem malkontentów. A że i sam przyuczył się widzieć w królu sprawcę wszelkich klęsk Rzeczpospolitej, więc jego relacya miała gorzki posmak bezwzględnej szczerości. Wypowiadał wszystko bez osłon. Zrazu nawet satysfakcyonowała go ta rozkosz smagania samego Majestatu. Pastwił się, rozumiejąc, jako dokonywa znacznego czynu. A litania owych wypominków ciągnęła się od pierwszego rozbioru aż do dni ostatnich. Kładł mu na głowę koronę, uwitą z cierni nieszczęśliwego panowania, i okrywał purpurą, na której wypisywały się dzieje niezatartemi głoskami: Pierwszy rozbiór! Rządy Repnina! Wywiezienie senatorów! Sprawa Ugromowej! Powolność na każde skinienie carowej! Zgniecenie przy jej pomocy konfederacyi Barskiej! Marnotrawstwa dóbr koronnych. Faworyci! Haniebne rządy Ponińskiego! Konszachty z sąsiedniemi potencyami! Zamachy na wolność! Wojna 1792! Akces do Targowicy! Seym grodzieński! Ratyfikacya traktatów rozbiorczych!