Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/108

Ta strona została uwierzytelniona.
104

„Woźnica wasz zawiół mnie starym powozem do domu pana Pitt Crawley, nie szczędząc mi w drodze obelg i impertynencji. Bo i czegoż, niestety, mógł się obawiać, urągając ubóstwu i niedoli? Sir Pitt umieścił mnie w niezmiernie ponurym i opuszczonym pokoju; musiałam dzielić łóżko z jakąś straszną kobietą, która pilnuje domu. Przez całą noc nie zamknęłam oczu.
„Sir Pitt w niczem nie podobny do tych baronów o których stworzyłyśmy sobie pojęcie z romansów czytanych ukradkiem w Chiswick-Mall. Wyobraź sobie małą niepokaźną figurkę, w łatanych i poplamionych sukniach, z obrzydliwą fajką w ustach, zajętą gotowaniem wieczerzy, niezbyt — jak się domyślasz — zachącającej do jedzenia. Mówi jakiemś góralskiem narzeczem, wymyśla klucznicy i złorzeczy woźnicy, nie dobierając bynajmniej wyrażeń. Przyznaj sama że to nie typ Lowelasa.
„Stara ochmistrzyni obudziła mnie o świcie. Przybywszy na stację omnibusów, zajęłam miejsce wewnątrz powozu, ale zaledwie dojechaliśmy do Mudbury, gdzie właśnie deszcz ulewny zaczął padać, musiałam się przesiąść na miejsce odkryte i ustąpić jakiemuś znajomemu pona Pitt, który jest jednym ze współwłaścicieli omnibusa. Gdyby nie uprzejmość mojego sąsiada, studenta z Cambridge, który mnie okrył płaszczem, byłabym przemokła do nitki.
„Ten młody człowiek i konduktor żartowali ciągle z pana Pitt, którego, zdaje mi się, dobrze znają. To co o jego skąpstwie i chciwości mówili, przechodzi wszelkie wyobrażenie. Na dwóch ostatnich stacjach sir Pitt usiadł na koźle obok konduktora, a to dla tego