Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/252

Ta strona została uwierzytelniona.
248

skinienie. Dziś pusto było w około pana Sedley, którego opuszczenie i zaniedbany ubiór przykre na kapitanie sprawił wrażenie.
— Bardzo mi przyjemnie widzieć pana, powiedział staruszek z wyrazem smutku, ściskając rękę kapitana.
Wyciągnięta postać Willjama i jego ruchy wojskowe zaostrzyły ciekawość posługujących i rozbudziły staruszkę siedzącą przy kantorze, na którym widać było kilkanaście wyszczerbionych filiżanek.
— Jakże się ma szanowny alderman i milady, zapytał pan Sedley rzucając spojrzenie na garsona jakby mu chciał powiedzieć: — Patrz, mam jeszcze znajomych i przyjaciół pomiędzy ludźmi pewnego znaczenia w świecie.
— Czy masz pan co do rozkazania mi, panie kapitanie? mówił dalej pan Sedley. — Moi przyjaciele Dale i Spiggot prowadzą teraz moje interesa, aż do otwarcia, a raczej zreorganizowania mego biura; ale jeżeli mogę wyrządzić panu jaką przysługę...
Dobbin, jak zawsze zmieszany, upewniał pana Se dley, jąkając się że nie przyszedł w żadnym interesie, ale tylko dla uściśnienia ręki dawnego przyjaciela i dla dowiedzenia się o jego zdrowiu.
— Moja matka zdrowa jest... mówił. Dobin — To jest... była bardzo cierpiącą: jak tylko będzie mogła wyjeżdżać, to natychmiast odwiedzi żonę pańską. Jakże się ma miss Sedley?
Dobbin zatrzymał się nagle, jak gdyby się swojej hipokryzji sam przeraził.
— Moja żona będzie bardzo szczęśliwa z odwiedzin