Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/324

Ta strona została uwierzytelniona.
320

ciotkę opuszczały; ostatni akt komedii targiem próżności nazwanej, widocznie się dla niej przybliżał.
Tymczasem Rawdon i Rebeka widząc niepodobieństwo natychmiastowego pojednania się z ciotką, pocieszali się tym ustępem listu, który im dawał nadzieję że cokolwiek przynajmniej wpłynie do próżnego woreczka.
— Chciałbym jednak zobaczyć raz jeszcze tę staruchę — mówił Rawdon — tak jest zmieniona i bezsilna, że pewno już długo nie pociągnie... Bardzo jestem ciekawy ile też pieniędzy znajdę u owego plenipotenta. Ja myślę że co najmniej musi to być ze dwieście sterlingów... Oh! nie może być mniej, nie prawdaż, Becky?
Zapłaciwszy rachunek w hotelu wygranemi od Jerzego i Józefa Sedley pieniędzmi, młoda para pospieszyła wnet do Londynu. Dla uniknienia natrętnych znajomości, Rawdon i Rebeka nie zajęli swego mieszkania dawnego, ale się zatrzymali w skromnym hotelu, dosyć od środkowej części miasta oddalonym. Nazajutrz Rebeka poszła odwiedzić swoją przyjaciółkę, lecz zastała tylko panią Sedley tonącą prawie we łzach: wszyscy już byli wyjechali do Chatam a następnie do Harwich, zkąd cały pułk miał już wychodzić do Belgji.
Wracając do siebie Rebeka spotkała swego małżonka, który już był u plenipotenta swej ciotki i przychodził właśnie ztamtąd z miną niezmiernie rzadką.
— Mordieu! Becky — zawołał Rawdon ściskając pięści z gniewu — dała nam dwadzieścia funtów i nic więcej!
Zawód był arcyniemiły, ale Rawdon tak śmiesznie