Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/57

Ta strona została uwierzytelniona.
53

ułożyli sobie ich połączyć, co utrzymywało pomiędzy temi rodzinami związek nierozdzielny.
Fortepian stał w drugim pokoju, a że było prawie ciemno, Amelja oparła się na ramieniu Osborna, który ją pomiędzy fotelami i stolikami doprowadził na miejsce. Józef został tym sposobem sam na sam z Rebeką, która właśnie kończyła na drutach woreczek z zielonego jedwabiu.
— Nie ma potrzeby wyciągać ich na słowa — rzekła miss Sharp — mimowoli zdradzają się sami z swoich uczuć.
— Jak tylko zostanie kapitanem — odpowiedział Józef to będzie zdaje mi się, rzecz skończona. Nie znam lepszego chłopca w świecie jak Jerzy.
— Ale też jak trudno znaleźć tak dobre stworzenie jak siostra pańska. — Szczęśliwy kto ją pojmie za żonę!
Kończąc te słowa Rebeka westchnęła głęboko.
Dotykanie tak drażliwego przedmiotu w rozmowie odosobnionej dwojga młodych dowodzi że pomiędzy niemi panuje już pewnego rodzaju zbliżenie i poufałość. Zbytecznem byłoby przytaczać tu całą rozmowę Józefa z Rebeką. Z tej próbki widzimy że nie należy tam szukać ani wymowy, ani dowcipu; rzadkie są to niezmiernie przymioty nietylko w poufnem obcowaniu, ale w ogóle w dzisiejszych towarzyskich stosunkach. Józef i Rebeka, ze względu zapewne na muzykę, prowadzili cichą rozmowę. Był to wzgląd zbyteczny; Amelja i Osborne tak byli sobą zajęci że nawet najgłośniejsza rozmowa w przyległym salonie nie zwróciłaby ich uwagi.