Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/86

Ta strona została uwierzytelniona.
82

dzwonu dało znać publiczności że fajerwerki miały się rozpoczynać, i nasi kochankowie nie mogąc walczyć z kilkutysięcznym tłumem, zostali jak gdyby falą uniesieni w stronę, gdzie wszyscy cisnęli się gwałtownie.
Kapitan Dobbin znudzony trochę, miał już wielką ochotę połączyć się przy wieczerzy z całem powarzystwem, przeszedł nawet parę razy obok altany, gdzie obojętnie pary już siedziały przy stole, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. Na stole były tylko cztery nakrycia, a nasi kochankowie tak zajęli się sobą, że nikt ani pomyślał o kapitanie Dobbin, jak gdyby go nie było na świecie.
— Byłbym tu zbytecznym gościem — pomyślał sobie, patrząc na zakochanych i odchodząc w przeciwną stronę.
W altanie przyjemna rozmowa utrzymywała przyzwoitą swobodę i naturalną wesołość. Józef myślał że jest w najwyższym blasku potęgi, dawając nakazującym głosem rozkazy na prawo i na lewo. Przyprawiał sałatę, odkorkowywał butelki szampana, krajał pieczyste, a przytem jadł i pił zmiatając wszystko co było na stole. W końcu zaproponował rak-punch, bo któż idzie do Vauxhalu, żeby nie skosztował co to jest rak punch!
— Chłopcze! — zawołał — przynieś tu rak-punchu!
Komu wiadomo że Rozamunda znalazła śmierć na dnie zatrutej czaszy, kto wie że puhar wina zabił Wielkiego Aleksandra, tego dziwić nie powinno że ów poncz był rzemienny wypadkami i wpłynął na losy głównych aktorów naszej powieści, pomimo że większa ich część nie skąpała ust w tym boskim nektarze.
Panienki nie piły wcale. Osborne zaś nie lubił tego