Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T2.djvu/61

Ta strona została uwierzytelniona.
57

Pan Jos Sedley nie domyślał się, dzięki Bogu, ani trochę tej działalności umysłowej, odbywającej się w mózgu jego służącego — tak my wszyscy nie domyślamy się po największej części tego, co o nas mniemają w przedpokoju. Biedny Jos tyle miał pojęcia o straszliwych zamiarach, knutych przeciwko niemu — ile kurczęta, na karcie restauratora zapisane, mają przeczucia o smutnem swojem przeznaczeniu.
Służąca Amelji daleką była od takich wyrachowanych a chciwych widoków. Snać już przeznaczenie chciało żeby wszyscy — nawet najpodrzędniejsi, mający styczność z tem miłem i łagodnem stworzeniem, przywiązywali się do niej i lubili ją. Paulina, kucharka, usiłowała przez ten długi poranek pocieszać o ile mogła, młodą swoją panię. Widząc że Amelja po godzinach całych milcząca i nieruchoma siedziała w oknie, zkąd widziała jak zniknął ostatni bagnet odchodzącego pułku, poczciwa ta kobieta wziąwszy ją za rękę, zawołała z współczuciem:
— A ja — proszę pani — czyż także nie mam męża w wojsku?
Rozpłakała się potem biedaczka, Amelja rzuciła się jej na szyję, płakały razem i w tem wspólnem ubolewaniu boleść nieco się złagodziła.
W przeciągu dnia pan Izydor wybiegał kilkakrotnie na miasto dla wzięcia nowinek. Zatrzymywał się u bram hoteli w pobliżu parku, mieszał się w tłumy służących i przeróżnej gawiedzi, chwytał w powietrzu każdą wiadomość i natychmiast przynosił panu bulletyn chwili. Wszyscy Belgowie w głębi serca stronnikami byli ce-