Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.
194

Amelja nie wiele o synie mówiła; imię pana Osborn’a z Russel-Square bolesne obudziłoby uczucia w sercu staruszka, który nie odgadywał wcale że już od kilku miesięcy prawie żył z łaski swego rywala.
Dobbin opowiedział Amelji wszystko go zaszło na stat ku „Ramchunder,“ przedstawiając usposobienie jej brata dla starego ojca w lepszem świetle niż było rzeczywiście.
To pewna że major usiłował przedstawić swemu towarzyszowi podróży całą doniosłośś jego obowiązków względem ojca i że udało mu się wyrwać obietnicę że Józef nigdy nie zapomni o siostrze i o siostrzeńcu. Był on jeszcze mocno na ojca oburzony za wystawianie weksli na niego, ale Dobbin potrafił go ułagodzić, malując wymownie obraz niedostatku, w jakim się stary ojciec znajdował. Nakoniec Józef, z którym słodyczą i schlebianiem można było wszystko zrobić, został lepiej usposobiony dla rodziny; nie tyle jednak żeby powracał do Europy umyślnie dla widzenia ojca, jak to poczci wy major pozwolił sobie twierdzić dla dogodzenia sercu biednego ojca.
Kiedy pan Sedley zaczął o zwykłej swojej godzinie chrapać w fotelu, Amelja mogła dopiero rozmawiać z całą swobodą o tem, co jej najwięcej leżało na sercu. Łatwo się domyśleć że głównym przedmiotem rozmo wy był Żorż i zawsze Żorż. O cierpieniu nad rozłączeniem się z dzieckiem i wzmianki nie było: ranna ta zawsze była otwarta i ciężka do zagojenia; ale Amelja wyrzucała to sobie jako rzecz naganną, nigdy więc o tem, co ją prawdziwie bolało, nie mówiła. Zresztą tyle miała do powiedzenia o przymiotach, talentach i przy-