Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/220

Ta strona została uwierzytelniona.
216

niego, posiadał przymioty majora. Zamiłowanie prawdy, sprawiedliwość, spokój, prostota przy różnostronnem wykształceniu i jednostajność humoru podnosiła majora do wzoru doskonałości w oczach młodego chłopca który uwielbiał swego chrzestnego ojca i na krok go nie odstępował. Nie było dla niego większej przyjemności jak iść z majorem na spacer i słuchać jego opowiadań zawsze zajmujących. Willjam mówił dziecku o ojcu jego, o Indjach, o Waterloo — jednem słowem — o wszystkiem, tylko nie o sobie. Kiedy Żorż pozwalał sobie kaprysić lub gniewać się, major wyśmiewał się z niego w sposób który się zawsze matce zbyt ostrym wydawał. Pewnego dnia Dobbin przyszedł zabrać malca do teatru. Przy wejściu Żorż nie chciał iść na parter, mówiąc że to miejsce dobre jest dla motłochu. Major wprowadził go do loży a sam poszedł na parter, ale nie przeszło kilka minut jak uczuł że go ktoś bierze pod ramię i drobną rączką w eleganckiej rękawiczce rękę jego ściska. Zorż spostrzegł śmieszną stronę swego postępku i przyszedł zajać miejsce obok majora który spojrzał łagodnie i z życzliwym uśmiechem przyjął marnotrawnego syna. Dobbin kochał Zorża jak kochał wszystko co było bliskiem Amelji, która była prawdziwie uszczęśliwioną kiedy jej major opowiadał o tem co zaszło w teatrze. Wówczas patrzyła na Willjama z nieznaną mu dotąd czułością.
Zorż nie miał dosyć słów rozwodząc się przed matką z pochwałami dla majora.
— Kocham go bardzo, moja mamo — mówił — bo on o wszystkiem mówi zajmującego, nie tak jak stary