Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/228

Ta strona została uwierzytelniona.
224

Jakoż rzeczywiście nadszedł dzień kiedy każdy z ludzi, porwany prądem zabawy lub interesów, szedł naprzód, nie zważając nawet że starego Sedley’a w tłumie brakowało. Był już wolny od walki z losem i nie potrzebował żadnych tworzyć planów, ani żywić nadziei. Nie pozostawało mu nic więcej jak zająć miej sce w cichem ustroniu cmentarza w Brompton, obok swej wiernej towarzyszki.
Józef, major Dobbin i Żorż odprowadzili zwłoki starca na miejsce wiecznego spoczynku. Józef przybył na pogrzeb umyślnie z Hotelu Podwiązki w Richmond, gdzie kilka dni po zgonie ojca przepędził; nie chciał bowiem po tak smutnym wypadku zostawać w domu. Emmy pełniła swoje obowiązki do końca. W smutku jej było coś dziwnie uroczystego, ale duch nie upadał. Myśląc że i na nią kiedyś kolej przyjdzie, pragnęła tylko umierać z takim spokojem, z taką pogodą w duszy, jak ojciec, którego ostatnie chwile tchnęły wiarą, rezygnacją i poddaniem się wyrokom Opatrzności.
Stary Sedley trzymał rękę córki w tej uroczystej chwili, a jeżeli wspominał o boleściach minionych, to życia nie żałował, zapewne i śmierci się nie lękał.
Gdybyśmy się w tym samym czasie do Russel Square przenieśli, usłyszelibyśmy tam starego Osborn’a mówiącego do Żorża te słowa:
— Chcesz wiedzieć co może praca, zasługa, zdrowe zapatrywanie się na rzeczy i wprawa w prowadzeniu interesów? Patrz na mnie! Porównaj co ja zrobiłem żeby dojść do kredytu, jaki mam wszędzie, z pięknemi