Strona:W. Tarnowski - Poezye studenta tom IV.djvu/102

Ta strona została przepisana.
DRUGI.

Pieczęć Piłata!

TRZECI.

I stróże najwierniejsi — sławni oprawcy...

CZWARTY.

Faryzeusz jeden mówił wśród tłumu, ze uczniowie noc ciało jego unieśli. —

DRUGI.

Co? Ci trwożni rybacy?

PIERWSZY.

Przecież się rozpierszchli a ów najpierszy pomnicie gdy go się zaparł przy ognisku?...

TRZECI.
(Upada na kolana.)

Uklęknijcie bracia — to był wielki prorok. —

PIERWSZY.

O! ty zawsze marzysz.

TRZECI.

Czy niepamiętacie, jak wjeżdżał do Jerusalem? Jak mu palmy ciskaliśmy w natchnieniu, niewiedząc dla czego?... a pamiętacie jak się trzęsła ziemia — jak zasłona pękła w świątyni?...

DRUGI.

Głupiś!

INNI.

Cha! cha! cha!

TRZECI.

Panie! Na różach moich nie takie krople rosy — jak widziałem łzy na licu twojem, gdyś wjeżdżał do Jerusalem!

DRUGI.

Głupiś!

(Odchodzi w inną stronę.)


PIERWSZY.

Zmąciło mu się w głowie — ale patrzcie — patrzcie! Czy wzrok mnie uwodzi... tam z daleka idzie ta piękna grzesznica...