Strona:W. Tarnowski - Poezye studenta tom IV.djvu/85

Ta strona została przepisana.
SYMEON.

Ręce moje kładę na głowach waszych — a serce moje bije miłością prorocza wam kwoli i dzieci waszych! z wami dusza moja. —

(Para odchodzi, za nią chór służebnych z pochodniami, śpiewając.)


CHÓR.

Wiedziem — wiedziem piękną i niepokalaną w dom oblubieńca jej — wiedziem cudną — wiedziem! jak słońce poranne spłonioną... wiedziem!...

(śpiew ginie).

I sama została Marya Magdalena w komnacie biesiadnej — już pusto do koła — kilka świateł już zgasło... kilka jeszcze płonie — ale i te zgasną niedługo — a jej śnieżne czoło schyliło się w myślach i opadło na pierś białą — Marya Magdalena duma o mądrem chłopięciu, o którem mówił arcykapłan na godach... i niewiedząc czemu zadumała się Marya, i serce ozwało się w piersi jak dotąd nie biło... a oczy potoczyły się ku niebu i w niebo wzniosły ramiona. — W tem Symeon wszedł z Arcy-Kapłanem w cichej rozmowie i przerwał zadumanie Maryi Madaleny. — Ojcze błogosław jeszcze dziecię moje?... błogosław młodości jej! — witałem ją z radością na świecie — a życie jej boleścią okupiłem — i kochałem ją nieco nad córkę moją Maryę Martę — boć tamta o domowe troszczyła się rzeczy niebaczna piękności świata i duszy — a ta dziewica od chwil pierwszych oddycha myślą wyższą — błogosław ją Arcy-Kapłanie!... I starzec wzniósł oczy ku niebu z myślami swojemu, a ręce złożył na złotowłosej głowie Maryi — Maryi Magdaleny — a Marya przyklękła i po raz pierwszy w młodości płakała rzewnie jak dziecię — a Symeon milczał jak grób — w ponurych snać tonął myślach — Arcy-Kapłan już usta otwierał natchnieniem słów Mojżeszowych — Dawidów głosem — w tem opuścił ręce i zawołał — ciemno — — — ciemno dokoła — pogasły światła — zapalić pochodnie — czemu ciemno?!... Płoną światła Arcy-Kapłanie rzekł Symeon. — Płonie księżyc w swej pełni jękła klęcząca Marya — ojcze niech próżno nieczekam na siły słowo — na błogosławieństwa