Strona:W XX wieku.djvu/007

Ta strona została uwierzytelniona.


Wypowiedziała to głosem tak uroczystym, jak gdyby wymawiała czarodziejskie jakieś zaklęcie.
— Niezabudka?... Niezabudka? — mruknął blondyn, grzebiąc w wspomnieniach. — Istotnie, że sobie nie mogę przypomnieć żadną miarą.
Kobieta wpatrywała się w niego spojrzeniem inkwizytora.
— Aaaaa! — zawołał nagle, śmiejąc się wesoło. — Ależ to niepodobna! Wszak to już temu...
I urwał, nie chcąc być niedyskretnym.
— Sto trzydzieści siedem lat! — dokończyła kobieta. — I cóż to znaczy? Odmłodziłeś się cudownie... Wyglądasz tak samo, jak wtedy, kiedy cię poznałam... na trzeciej maskaradzie w roku tysiąc osiemset pięćdziesiątym szóstym... pamiętasz?
Młodzian schmurzył czoło. Kompliment Niezabudki chybił celu.
Wstawszy rano, kazał był sobie wstrzyknąć poczwórną dawkę skoncentrowanej Vitaliny Brown-Séquarda — i czarodziejski płyn ten, który go od lat wielu utrzymywał przy życiu, odmłodził go był istotnie o lat sto trzydzieści siedem. Czując się rzeźkim dwudziestodwuletnim młodzieńcem, byłby rad zapomnieć o tem, że zdrowie swe, czerstwość i siłę