Strona:W XX wieku.djvu/009

Ta strona została uwierzytelniona.


Blondyn obrzucił ją chłodnem spojrzeniem.
— Terefere kuku! — pomyślał. — Musi mieć teraz sto siedemdziesiąt siedem lat. Gdyby to było wino... umchum! coby to było za wino!
I uśmiechnąwszy się do tej myśli, a jak gdyby łykając w duchu smaczek stosiedemdziesięciosiedmioletniego wina, zapytał słodko:
— Czemże ci służyć mogę, mój aniołku?...
— On mnie pyta, czem mi służyć może! — zawołała patetycznie. — Ależ to ja ci chcę służyć! Pragnę cię pocieszyć, ukoić twoją tęsknotę.
— Dziękuję ci, dziękuję! — odrzekł skwapliwie. — Nie uwierzysz, jak mi to pochlebia, żeś sobie raczyła przypomnieć o mnie. I to po stu trzydziestu siedmiu latach! Aaaa! to istotnie przynosi zaszczyt twojej pamięci!
— O, ja o tobie nie zapomniałam nigdy! Czyż mogłam o tobie zapomnieć?! Kochałam cię, tęskniłam do ciebie zawsze, zawsze! Skromność tylko nie pozwalała mi się zbliżyć!
Ostatnie słowa wymówiła szeptem prawie, spuściwszy oczy w wdzięcznem zakłopotaniu.
— No i cóż zmiękczyło skrupuły tak twarde? — zapytał Czarny Tulipan z szyderczym uśmiechem. — Bo przyznaj, żeś się namy-