Strona:W XX wieku.djvu/079

Ta strona została uwierzytelniona.


— Cokolwiekbądź, nie będzie to cios śmiertelny — dorzucił żartobliwie, — zwłaszcza w wieku Brown-Séquardiny!...
Słowa te dodały Czarnemu Tulipanowi otuchy. Jakoż w kilka dni później, gdy nadszedł termin sądowej sprawy, udał się w towarzystwie swego obrońcy do „przybytku Temidy“ z fantazyą i pełen dobrych myśli — rozumie się, o ile pełnym dobrych myśli być mógł wobec ciągle jeszcze trwającego niepowodzenia jego finansowych operacyi. Dla ścisłości zaznaczyć muszę, że w tej chwili nie myślał o nich wcale. Niósł go jakiś wiatr krzepiący, który nie wiedzieć skąd przychodził, a napełniał go nadzieją, że to już koniec jego troski, i że po przebyciu dzisiejszej, ostatecznej próby, wszystko weźmie obrót dla niego pomyślny, a zadawalniający dla czytelników, interesujących się jego losem.
Sala była przepełniona publicznością. Proces stosiedemdziesięciopięcioletniej wdowy po siedmiu mężach, domagającej się od stopięćdziesięciosiedmioletniego kawalera dopełnienia zobowiązań małżeńskich, zaciągniętych przed stu trzydziestu pięciu laty, budził powszechne zajęcie. Mianowicie płeć piękna, a szczególniej ta jej część, która hołdując emancypacyjnym dążeniom, ożywiona była antagonizmem ku wąsatej ludzkości połowie, była