Strona:W XX wieku.djvu/093

Ta strona została uwierzytelniona.


To rzekłszy, oparła się na ramieniu swej adwokatki i wyszła z sali „krokiem podciętego kwiatu, chwiejącego się na swej łodydze (powinno właściwie być „na dwóch łodygach,“ bo jeżeli o nogi chodzi, to było ich dwie. Przypisek analizującego korektora). Za nią „powlókł się zapach Lwowianki Ihnatowicza.“ (Styl pani Zapolskiej).
Miał słuszność Czarny Tulipan, nie tracąc fantazyi i żywiąc nadzieję, że sprawa, którą mu wytoczyła Niezabudka, stanowić będzie punkt zwrotny w przebiegu jego romansu, i że, po przebyciu tej ostatecznej przeszkody, wszystko potem pójdzie mu już tak gładko, jak kieliszek „Chablis“ po przełkniętej ostrydze. Przeczucie to nie omyliło go, i ciekawą niezawodnie rzeczą jest, iż niedyskrecye rozindyczonej wdowy stały się właśnie podstawową przyczyną tego pomyślnego zwrotu.
Bohater nasz zaprzestał już był zabiegów celem uzyskania pożyczki, przekonawszy się dowodnie, iż potomkowie biblijnych patryarchów nie słyszą kolejno to na jedno, to na drugie ucho — dziwnym trafem na to właśnie, do którego zwracał swe gruchanie o trzech tysiącach rubli, potrzebnych mu na wyjazd do Paryża i na konkury. Skoro jednak za pośrednictwem fonograficznych dzienników