Strona:W XX wieku.djvu/105

Ta strona została uwierzytelniona.


podróżą, a raczej może rozdrażnionego niecierpliwością i gorączkowem oczekiwaniem. Zastrzyknąwszy więc sobie odpowiednią dawkę Vitaliny, wykąpawszy się i poddawszy massażowi, spożył na prędce śniadanie, poczem, oblókłszy granatowy smoking i białą kamizelkę, które miały być świadectwem jego tożsamości, przywołał elektryczną dorożkę i kazał się zawieźć na Avenue d'Auteuil Nr 12. — W pałacowej bramie spotkał marszałka domu pani Grzędzianki.
— Pan tu? — zawołał z niedowierzaniem Francuz, poznawszy naszego — bohatera. Właśnie powracam z biura anonsów, za którego pośrednictwem wysłałem do warszawskich dzienników „podziękowanie“ mej chlebodawczyni.
— Wiedziałem o tem — rzekł nasz bohater z uśmiechem — i dlatego właśnie przybywam.
— Pa... pa... pan wiedziałeś! — wybełkotał marszałek, lękiem zdjęty, wpatrując się w mówiącego szeroko rozwartemi, zdziwionemi oczyma.
Jeżeli w głębi duszy żywił jeszcze wątpliwość jakąś co do zapewnienia Angielki, to wątpliwość ta rozwiała się teraz najzupełniej.