Strona:Wacław Gąsiorowski - Bem.djvu/159

Ta strona została uwierzytelniona.

zmartwychwstającej ziemi naczelnik — jawił mu się starcem wyczerpanym, złamanym, zasychającym. Oblicze zmięte, żółte, oczodoły podsinione martwotą, guzowate kontury czaszki, srebrnymi kosmykami włosów okolone, a każdy skrawek twarzy zryty, zorany bruzdami. I pierś zapadnięta i plecy w pałąk załamane, jakby poglądające w próżnię, w pustkę... za tem, co odeszło, co przebrzmiało, co nie powróci.
Bem poruszył się. Ostrogi pułkownika zabrzęczały przeraźliwie. Książę przesunął ręką po czole, jakby zeń ślad natrętnych myśli ścierał.
— A waszmość! Aha — o czem!? Aa — tak. Więc to ważne. Niech pułkownik do nikogo ani słowa, żeby uniknąć niewczesnych kolorystów. Śledztwo się przeprowadzi — zobaczymy. I dobrze się stało, żeś pułkownik, bez mitręgi, wprost do wodza... I o czem jeszcze?... A — jest to dokument służbowej akuratności, za którą niezawodnie generał Skrzynecki będzie pułkownikowi obowiązanym.
— Za powinność miałem złożyć raport memu dowódzcy.
— Otóż właśnie. Pan minister wojny zwrócił właśnie uwagę i to w momencie, gdy brano waszmości za adherenta klubu, czy jak tam. — Nie należysz pułkownik? — Słusznie. Ile lat masz służby.
— Dwadzieścia jeden.
— Piękny szmat czasu, piękny! Zapewne wódz naczelny przedstawienie o waszmości uczyni. Hm — więc bardzo dobrze — bywaj mi pułkownik.
— Mości książę.
— To jest widzisz waszmość... — dodał Czartoryski i urwał w połowie zdania.
Bem przystanął.
— Czy wasza książęca mość ma co do rozkazania?
— Sądziłem, ale tymczasem inaczej się ułożyło. Więc niech pułkownik... zdolni oficerowie są nadewszystko potrzebni. I oficerowie, co znają się na wojskowej sztuce a do polityki, sejmikowania, rozprawiania spółecznego się nie mieszają. Tacy są potrzebni. Żegnam pułkownika.