Strona:Wacław Gąsiorowski - Emilja Plater.djvu/191

Ta strona została przepisana.

się do odsieczy Maryni Mohlówny. Mohlówna zjechała do Liksny, odbyła z panią Zybergową długą rozmowę, przyznała jej trwogom najsłuszniejszą rację i udała się do komnatki Emilji. Ba, ale kiedy podkomorzyna, nie mogąc doczekać się końca interwencji, zajrzała do komnatki, zastała Mohlówną, pochyloną razem ze swą siostrzenicą nad szyciem z komiśnego sukna czamary żołnierskiej. Nie lepiej powiodło się pani Gasparowej, nie lepiej Dowgiałłowej.
Pani podkomorzyna w ostatku zebrała się na krok decydujący, i, pod wpływem większej, niż zazwyczaj, rozterki, bo Emilka aż za Dryświackie jezioro na dwa dni wyruszyła, napisała obszerny list do Krasławia, do pana Adama. Pan Adam nie mitrężył i natychmiast do Liksny przybył. Pani podkomorzyna pewną była wygranej. Kto jak kto, ale pan Adam, człek uczony niezmiernie, po księgach szperający a posiadający i dla wiedzy swej, i dla zacności serca wpływ na Emilkę, był tu najniezawodniejszym. Tymczasem, gdy w rozognionem promieniejącem obliczu, z którem pan Adam, po rozprawie, stanął przed podkomorzyną, pani Zybergowa już pomyślną znalazła odpowiedź, — pan Adam jeno zawilgłemi oczyma mrugnął i rzekł ze drżeniem w głosie:
— Kuzynko dobrodziejko, jeno błogosławić mogę hartowi ducha Emilki, jeno wielbić w niej szlachetne zapały, odwodzić zaś nie umiem od tego, w co wierzę, jako i ty wierzysz.
Od tej chwili pani podkomorzyna uspokoiła się nieco, a raczej, poddała zupełnie czarom, bacząc teraz, jakby trudu Emilce oszczędzić, jak ją wyręczyć Prószyńskim, a jak uprzedzić jej życzenie.
Juljusz Grużewski stał się teraz częstym w Liksnie