Strona:Wacław Gąsiorowski - Emilja Plater.djvu/200

Ta strona została przepisana.
VIII.

Hrabianka szybko wracała do sił, szybciej, niż sprowadzony z Dyneburga, medyk zapowiadał, niż bodaj życzyła sobie pani podkomorzyna, która nie ufała tak rychłemu wyzdrowieniu i zabiegała usilnie, by Emilkę conajdłużej w nakazanej przez lekarza klauzuli utrzymać. Emilja z początku ulegała żądaniom opiekunki, poprzestając na odbywaniu narad z Anetką Prószyńską i dyktowaniu listów. Chwilami jedynie, gdy wieczór zapadał, a Anetka powtarzała z zasmuceniem: „żadnej wieści, żadnego pisma, znikąd!“ — hrabiankę niepokój nachodził. I wówczas nielada trzeba było perswazji, nielada tłumaczeń, aby Emilję odwieść od myśli o natychmiastowej wyprawie do Dusiat, aby przekonać ją do spodziewania, iż jutro nie zawiedzie nowinami. Aż, w pierwszych dniach marca, hrabianka, nie doczekawszy się upragnionych wiadomości, zerwała się sama do pisania listów i rozsyłania konnych. Przyczem tyle okazała mocy i energji, iż pani podkomorzynie zbrakło woli do stawiania oporu. Co więcej, kiedy stara Kiermuszyńska poważyła się bąknąć, że pannie grafiance zdałoby się dłuższe wydobrzenie, podkomorzyna ofuknęła ją.
— Lada co prawisz! Tyś także z tych, którzy najpoczciwszą sprawę radziby w mazgajstwie pogrześć.
Już to wogóle podkomorzynę, w stosunku do Emilji,